poniedziałek, 11 lutego 2013

By nie dokuczał luty, pal w kominie i miej kożuch* suty.

Luty jest łaskawy. Układam powoli klocki w zgrabną, ekscytującą całość. Katowice - Kraków, zaczęłam kursować i mam nadzieję, potrwa to (tyle, ile trzeba) do wiosny! Mam tyle energii, że mogłabym roztopić śniegi w Ameryce i dać jeszcze trochę prądu wszystkim zasypanym (tu świadomy błąd z dziedziny fizyki, kto bywał, ten wie). Chciałabym przyspieszyć proces tworzenia, dać upust wszystkim pomysłom, ale czekam cierpliwie, postanawiam sobie być obserwatorką i zerkać z dala, cieszyć się i zajmować sprawami a nie rozwiązywać problemy. Luty jest na oglądanie. A dokładniej na MYSZKOWANIE.

Na czternastego mam w planie szaleć w stroju KREWETKI na DISCO na SCHRONISKO w Krakowie. A jeśli nie skombinuję wymarzonej kreacji, przebiorę się za SKRZEK (zapożyczone - love u London,baby! )
Tymczasem luty rozsiewa miłostki, obiady przedwalentynkowe.
Jeden z nich, nie morski, ale prosto z głębin serca (bisou bisou!)

Quinoa z brązowymi pieczarkami w czerwonych pomarańczach



quinoa (komosa ryżowa)/fenkuł/seler naciowy/por/olej rzepakowy/
marchew/imbir/syrop agave
brązowe pieczarki/czerwone pomarańcze/czerwone wino
kiełki rzodkiewki
sól/pieprz/papryka wędzona/ukochana w kuchni

marchew i imbir pokroić na kawałki/polać mieszanką (po łyżce) oleju i syropu z agave - akurat taki miałam, ale pewnie każdy jasny się nada np.kukurydziany/wrzucić do nagrzanego piekarnika na blaszce/podglądać co jakiś czas czy się ładnie piecze i zachwycać się zapachem//
komosę ugotować na sypko/pokrojony w piórka fenkuł, seler naciowy i por wrzucić na rozgrzaną patelnię z olejem rzepakowym (najlepiej świeżo tłoczonym intensywnie żółtym i pachnącym łąką) i dusić krótką chwilę/posolić/wymieszać z komosą/
brązowe pieczarki oczyścić mokrą ściereczką/posypać solą i papryką słodką, najlepiej wędzoną(!!)/smażyć na niewielkiej ilości oleju z dwóch stron//
w międzyczasie(albo wcześniej) zrobić sos z wyciśniętego soku z czerwonych pomarańczy i wina z odrobiną syropu (albo cukru jak ktoś używa)/zredukować na patelni/wlać na pieczarki/smażyć jeszcze chwilę, aż się skarmelizują, a gęsty sos będzie pachniał pomarańczami, winem i wędzoną papryką//
ułożyć wszystko na talerzu/dołożyć krwistoczerwony plaster pomarańczy i ulubione kiełki, najlepiej pikantne//
VEGAN VALENTINESOrganizator: vimari
* oczywiście zamiast kożucha polecam kurteczkę! pozdrowienia dla wszystkich palących w kominach!

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. ale ładne zdjęcie :)) ach, ach! [a te brązowe pieczarki to po prostu "brązowe pieczarki" czy pieczarki ZBRĄZOWIAŁE? bo taki kolor jest mi znany wyłącznie w odniesieniu do ich brązowej upływem czasu postaci. no i może jeszcze pieczarki z brązu, ale ciężko byłoby je usmażyć...]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-)
      To były brązowe pieczarki z ekologicznej uprawy!

      Usuń
  3. A właśnie, że do smażenia to akurat lepszy jest rafinowany niż tłoczony na zimno. Ten drugi to lepszy jest bez obróbki termicznej, rafinowany jest bardziej odporny na wysokie temperatury.

    OdpowiedzUsuń