Marzec nie był łaskawy, marzenia i plany się oddalają, albo raczej przeciągają leniwie. Byłam przekonana, że o tej porze będę biegać za dostawcami nowalijek i rozkładać ręce, oglądając stoliki w poszukiwaniu tych jedynych. Pobiłam swój rekord w narzekaniu i czarnomyśleniu. Zimno nie nastraja. Na szczęście nie cały miesiąc był taki. Dużo spotkań.. Odwiedziny u rodziców, oglądanie i zachwycanie się paryskimi, wegańskimi knajpami (może wspomnę o tym kiedyś?), pysznie inspirujące po powrocie kombinowanie w kuchni (moja pierwsza w życiu tarta - z gruszką i budyniem lawendowym). Moja ulubiona krakowska Karma, która nakręca do działania. Akcje z weganistami w Katowicach. Kooperatywa spożywcza. Spotkania z przyjaciółmi. I z nieznajomymi. A jednak nie napisałam ani słowa. Kiedy ostatniego marca ulepiłam zająca ze śniegu, postanowiłam przestać narzekać. Może dlatego, że królik wyglądał początkowo jak z Donnie Darko, może przeszło mi przez głowę: co, jeśli już zawsze tak będzie? Zrób sobie własną wiosnę! No to robię. Zanim jednak przejdę do swojej własnej wiosny wrócę do jednego wydarzenia z zeszłego miesiąca. Radosne przedwiośnie, które zaczęło się od tablicy ogłoszeń w zaprzyjaźnionej Teorii. Historia jednego ogłoszenia.
Połowa marca. Siedziałam z G. przy herbatce, rozmawialiśmy, jak zwykle o Nono i nagle G. dojrzał na tablicy takie ogłoszenie:
Przypomniało nam się, że został po akcji z poprzedniego wieczoru cały gar pomidorowej (następnym razem nie zapomnimy o łyżkach!) G. zadzwonił do Magdy, umówiliśmy się na spotkanie, za dwa dni. W międzyczasie okazało się, że zupa, o której myśleliśmy wcześniej już została zjedzona, więc postanowiłam ugotować coś specjalnie dla Magdy. Długo zastanawiałam się, który wariant pomidorówki wybrać. Pomijam odwieczny dylemat - wolisz z makaronem czy z ryżem? W końcu, z tęsknoty za słońcem postawiłam na pomidorową - pełną włoską pomidorową gębą. Spotkanie z dziewczyną z ogłoszenia było wspaniałe, siedzieliśmy w trójkę pochyleni nad miskami z aromatyczną zupą (G. oczywiście też przyjechał, nie mogło go zabraknąć, w końcu to on mnie namówił na ugotowanie najlepszej pomidorowej na świecie) Każdy zjadł po dwie miski i jeszcze zostało do obdarowania. Magda okazała się niezwykle sympatyczną dziewczyną, która ma fioła na punkcie pomidorowej, w każdej postaci. Mam nadzieję, że odwiedzi nas w Nono i że spotkamy się jeszcze nie raz.
Pomidorowa z czterech "rodzajów" pomidorów
kilka pomidorów pieczonych w piekarniku (zalanych w słoiku olejem)
/ kilka suszonych pomidorów (bez oleju) /
duża butelka dobrego przecieru pomidorowego
/ kilka małych pomidorków (ja miałam ciemnozielone - Black Zebra)
/marchewka,pietruszka,seler,por / kilka szalotek i ząbków czosnku /
dwie łyżki słodkiego syropu (miałam z agawy) /
ocet winny (ekologiczny różowy) / olej ze słoika z pieczonymi pomidorami
/ listki laurowe / pieprz, sól /
natka pietruszki /ryż
przepis jutro, bo czas wyjść z Karmy :-)
Pst. Dzisiaj w Karmie była pyszna pomidorowa z soczewicą!


Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń