niedziela, 16 czerwca 2013

Tak! Jem trawę!

Z racji tego, że nie należę do grona blogowych królewien, o czym świadczy częstotliwość wpisów i ogólne zapuszczenie, jak zawsze postanowiłam streścić ostatni miesiąc w jednym poście. Kilka razy zabierałam się do wpisów, a to chciałam opisać zrobione w górach orzotto z atramentowymi grzybami (wszyscy żyją!), a to zaczęłam o moich przeżyciach z kilku dni pracy w pewnej restauracji, nawet przymierzałam się do dłuższego wywodu o dobrym i złym menadżerze, o podejściu do gotowania i żywienia ludzi. O dwóch różnych, jednocześnie pouczających cateringach, pierwszej Wegańskiej Kuchni Społecznej w Katowicach. O wypłukanych przez deszcz nasionach z ogródka. I wreszcie o stokrotkach. A nie, o stokrotkach napiszę dzisiaj! Dlatego jak zwykle zapraszam do wiosennych wyn(at)urzeń, które zaczynają pachnieć latem. Chaotycznie jak na moim trawniku - będzie o zielsku!

Ostatnie dni były mocno zakręcone wokół zieleni, ziół i kwiatków. Deszcz lunął kilkakrotnie, a wszystkie stokrotki wychyliły główki. Skoro trawa pod jabłonkami idzie do skoszenia, z papierową torebką, odganiając komarzyce zanurzyłam się w wysokiej trawie. Postanowiłam tym razem nie skończyć na wianku, czas zabrać stokrotki do kuchni!


Conchigliette z pesto bazyliowym, stokrotkami i młodą rukolą.

makaron ugotowany dwie minuty przed czasem na opakowaniu / ogromny pęczek bazylii 
(ja miałam chyba jakąś nadzwyczajną) /garść orzechów laskowych podprażonych w piekarniku 
(można ściągnąć łatwo skórkę no i są smaczniejsze) / kilka długo moczonych nerkowców 
(akurat w tle robiłam serek, to podkradłam) / dobra oliwa, sól, pieprz / garść młodej rukoli 
/ kilka gałązek tymianku / dużo stokrotek!

Nie wiem czy to dzięki księdze od siostry czy grzebaniu w ziemi i odwiecznemu: co ja tu posadziłam?
- grunt, że zielone i rośnie, postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę o ziołach, sałatach i innych trawach. Zapisałam się na kulinarne warsztaty z Krzysztofem Rabkiem, który w swojej kuchni duży nacisk kładzie na sezonowość, używa wielu, zapominanych często ziół, kwiatów. Nie żałuję długiej i nużącej podróży przez całą Polskę, warsztaty "Warzywa... Kreatywne podejście do warzyw i zaprezentowanie ich w innym świetle, nie jako dodatek, ale jako główny składnik dania..." uznaję za udane.


Spotkanie zaczęliśmy od pozrywania w ogrodzie restauracji SPOT kilku składników do naszych dań: kwiaty bzu, krwawnik pospolity, szczawik zajęczy. Sześcioosobowa grupa szybko podzieliła się zadaniami, wybierając z menu najlepsze dla siebie dania do przygotowania. Ja wybrałam tatar z pomidorów malinowych z palonym bakłażanem.
zdjęcie Anna Urbańska
Przepis autorstwa Krzysztofa Rabka:
4 pomidory malinowe / olej lniany-oliwa z oliwek / sól maldon
 / tymianek / 2 bakłażany / gwiazdnica, kwiaty bzu

Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, przekroić na cztery części, delikatnie usunąć środek (będzie potrzebny przy wykończeniu dania), ułożyć na blaszkę, skropić oliwą i posypać solą i świeżym tymiankiem / wstawić do rozgrzanego do 130 stopni piekarnika i piec aż woda wyparuje // w międzyczasie bakłażana opalić nad ogniem do uzyskania mocnego koloru, obrać ze skóry i zmiksować z olejem // pomidory przesiekać i doprawić do smaku // na talerzu ułożyć tatar z pomidora, na górę purée z bakłażana, gwiazdnicę i kwiaty bzu

W bardzo przyjemnej atmosferze, przy dobrym francuskim białym winie w ciągu kilku godzin stworzyliśmy kalarepę z estragonem i młodym porem, młodą marchewkę z nasturcją i kaszą pęczak, ziemniaki z młodą kapustą i kwiatami szczypiorku, seler z suszonym żółtkiem i gwiazdnicą oraz truskawki z maślanką i szczawikiem zajęczym. Bardzo mi się podobało, że Krzysztof inspirował mnie do alternatywy dla zwierzęcych składników, tam, gdzie w przepisie było siekane mięso zrobiłam siekankę z łodyg portulaki, zamiast emulsji z kaszanki zrobiłam pyszną mieszankę z liści musztardowca. Było bardzo wesoło, długo rozmawialiśmy i chyba zostaliśmy nadprogramowo, wyjadając pyszne ekologiczne truskawki. A purée
z bakłażana pewnie nie raz zagości u mnie, bo jest proste i pyszne. 
Mieliśmy do dyspozycji  od "Moni-Ekoflora" mieszankę sałatową: musztardowiec, mizuna, komatsuna, rzodkiewka liściowa, tatsoi, pak choi, mibuna, kapusta liściowa. Wszystkie świeże i pyszne!
Moje ulubione kwiaty szczypiorku, portulaka i gwiazdnica oraz koperek z kopru włoskiego.
Na zakończenie szybkie zdjęcie z mistrzem całego zamieszania

Dzisiaj, jak już się wyspałam po podróży postanowiłam wykorzystać zdobyte wczoraj zielone łupy. Zrobiłam pierogi ze szpinakiem i portulaką z olejem konopnym oraz kwiatami szczypiorku, ale o tym, jak Sis prześle zdjęcia.

Najbliższy tydzień zapowiada się pracowicie, w sobotę (22) jest Festiwal Slow w Parku Chorzowskim, na którym wraz z Koperą będę kroiła warzywa i opowiadała o Katowickiej Kooperatywie Spożywczej, a w niedzielę (23) na Festiwalu Najedzeni Fest w Krakowie będę prowadziła warsztaty -letnie warzywa w sosie- o tym, jak w ciekawy sposób przygotować kolorowe i zaskakujące połączenia na talerzu. Do zobaczenia!

Pst. dwapotwory wykonały kawał dobrej roboty przy nowym logo. Ja jestem ZACHWYCONA, a Wy?



2 komentarze:

  1. Wspaniała relacja, wspaniałe warsztaty! Zazdroszczę i bardzo żałuję, że nie udało mi się dojechać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne logo! Pogratulować rzeczonym potworom! :)

    OdpowiedzUsuń